poniedziałek, 27 czerwca 2011

postrzyżyny


jeszcze przyjdzie czas na loki ;-)
póki co M.I. ma fryzurę a'la mama

niedziela, 26 czerwca 2011

tym razem - Łyskornia

Najbliższy nam drewniany, podwieluński kościół jest w Łyskorni. W sensie fizycznym i duchowym. To taki jakby "rodzinny kościół", w którym m.in. brali ślub rodzice P. Poza tym znajduje się zaledwie kilka kilometrów od domu babci P. W sam raz dystans na rower z dziecięcą przyczepką.





Pochodząca z 1660 r. świątynia pw. Marii Magdaleny ostatnio nawet zyskał nowy dach - dzięki temu samemu programowi, który pozwolił na remont kościoła w Grębieniu

ps. Kościół w Łyskorni już raz zagościł na moim blogu - przy okazji Wielkiego Piątku.... zamieściłam zdjęcie przykościelnego krzyża.

sobota, 25 czerwca 2011

W straży, czyli imieniny J.

Jak sprawić, by dzień imienin okazał się niezapomniany? Pojechać gdzieś. Najlepiej do straży...








Było jak należy - zjazd po ślizgu, przejażdzka na sygnale, i nawet motorówka się znalazła. I oczywiście strażacki strój. A następnego dnia - strażackie śniadanie, i obiad, i kolacja... Fajnie być strażakiem.


ps. Dziekujemy!

piątek, 24 czerwca 2011

muffiny z owocami

Muffiny są puszne i robi się je szybko. Im bardziej niedbale, tym lepiej. Sekretem jest ciasto - w jednej misce miesza się składniki suche, w drugiej mokre. Potem wszystko razem - jakby nie do końca, tak by ciasto pozostało grudkowate.... Muffiny robię z owocami jakie akurat mam pod ręką.  Lubię z gruszkami albo czarną porzeczką. Te z nektarynkami, gruszką i suszonymi morelami smakowały bardzo cioci Ewie. Na jej prośbę podaję przepis.


suche składniki:
40 dag mąki
10 dag cukru
2,5 łyżki sody
1 łyżka cynamonu
szczypta soli
40 - 50 dag owoców


składniki mokre:
10 dag roztopionego masła
2 jaja
1,5 szklanki mleka

Mieszamy osobno suche i mokre, potem łączymy chwilę mieszając. Nakładamy do malutkich foremek (ja uwielbiam silikonowe, których nie trzeba smarwać a ciasto wypada po upieczeniu samo). Pieczemy 30 min w piekarniku rozgrzanym do 210 ˚C. 

ps. do składników suchych można dorzucić np. płatki migdałowe, suszoną żurawiną albo płatki owsiane czy kawałki czekolady...
ps2. nie mam wagi, więc wszystko robię trochę "na oko", przyjmując, że 1 szklanka = 12 dkg.

czwartek, 23 czerwca 2011

Corpus Cristi po łowicku

ostatecznie w Boże Ciało byliśmy w Łowiczu









a na koniec dwa detale...


dzień Taty


Wszystkim Tatom życzymy Wszystkiego (najlepszego).

środa, 22 czerwca 2011

Spycimierz w Boże Ciało

Do Spycimierza (k/ Uniejowa) warto pojechać na Boże Ciało. Jeśli nie macie jeszcze planów - zachęcam.


Spycimierz słynie z tradycji układania dywanów kwiatowych na Boże Ciało. Wzory projektują na długo przed Bożym Ciałem. Kwiaty suszą i zbierają tygodnie wczesniej. W Boże Ciało od rana wszyscy mieszkańcy i ich krewni rozrysowują na trasie procesji wzory, wysypują je kwiatami, trawą, wykładają szyszkami, kamykami... Póżnym popołudniem przez wieś idzie procesja. Wieczorem, wszystko jest już pozamiatane...

wiecej zdjec w albumie:
spicymierz
 

W tym roku - msza o 17. Procesja o 18. Dojazd z Łodzi >>>

wtorek, 21 czerwca 2011

owocowe dzieci

J. to truskawkowy chłopak


M.I. zaś to czereśniowa dziewczyna

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Bób!

- po ile bober? 
- dobry bobek na smrodek!
- poproszę kilo bobu...

zewsząd na rynku dolatują do mnie mniej lub bardziej poprawne językowo i estetycznie teksty dotyczące bobu. Skusiłam się więc i przytaszczyłam trochę do domu. Bez specjalnego pomysłu. Mógł być dodatkiem do ziemniaków z patelni z rozmarynem, składnikiem bobowo-pomidorowej sałatki... ale wygrał bardzo prosty pomysł baskijski na "Havas a la Vitoriana" - przepis z Vitori-Gasteiz. Z hiszpańską szynką - jamón. Naszą ulubioną.


Składniki: 2 kg bobu niełuskanego (co daje około 1 kg bobu łuskanego), 120 gram jamón serrano, 60 gram boczku, oliwa, sól i woda.

Przygotowanie: Bób zalewamy wodą (tak, żeby był przykryty), dodajemy szczyptę soli i gotujemy na średnim ogniu 30-40 min. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmarzamy jamón i boczek. Dodajemy do bobu i gotujemy razem jeszcze 5 minut. 

Myślę, że nie koniecznie musi być jamón... jest teraz w sklepach cała masa podobnych, dojrzewających produktów - prosciutto, szynka parmeńska czy szwarcwaldzka... 

sobota, 18 czerwca 2011

traktorzysta

jechaliście kiedyś traktorem?

piątek, 17 czerwca 2011

bliny

Nareszcie! Tomasz uraczył nas blinami. Takimi, jakie jadał w Petersburgu. Blinami, które skrajnie odbiegają od mojego wcześniejszego wyobrażenia o tym rosyjskim specjale. Bliny są cieniutkie, niemal przezroczyste, je się je nie z kawiorem, ale z mięsem albo... z gęstą śmietaną i cukrem. W składzie nie ma drożdzy ani mąki gryczanej... Takie nieco inne naleśniki.


podobno - ile kucharzy, tyle przepisów...  

Bliny Tomasza: 
200 gram mąki pszennej, 0,5 litra mleka, 2 jajka, sól, cukier, soda i olej. Mieszamy. Wylewamy jak najcieńszą warstwę na rozgrzaną patelnię, lekko zroszoną tłuszczem. Smarzymy na największym ogniu, szybko przerzucając. Upieczone smarujemy masłem, żeby się nie sklejały. Podajemy z gęstą śmietaną i cukrem. 

PS. Przy blinach podziwialiśmy ciepłą jeszcze magisterkę Tomasza - o Petersburgu. Ale, żeby nie było zbyt Rosyjsko, popijaliśmy wybornym, baskijskim winem - txakoli.

czwartek, 16 czerwca 2011

bez księżyca

- chm... jak cudownie NIE MA KSIĘŻYCA, może dla tego, że SĄ CHMURY - sarkastycznie stwierdził P.
Od 21. nerwowo wyglądałam za okno sprawdzając, czy różowe chmury odsłoniły niebo. Ostatecznie odpuściły już po północy. Po widowisku. A miało być tak pięknie. Do kompletu ze styczniowym zaćmieniem Słońca i kwietniowym Superksieżycem miało być całkowite zaćmienie Księżyca...
22:34
23:38
24:10
24:13

środa, 15 czerwca 2011

piłkarski wieczór

Pojechaliśmy z Tatą na piłkę. Tata grał, my kibicowaliśmy, graliśmy w kapsle, kolegowaliśmy się ze starszymi dziewczynkami i nosiliśmy wodę. Na początku było strasznie - walka, zgrzyty i burczące brzuszki. Ale po osfojeniu terenu stwierdzamy - przyjedziemy tu jeszcze z Tatą.








 
było bardzo demokratycznie. Panowie grali z uczniakami na Orliku. Gole strzelali równo. Przynajmniej chciałabym w to wierzyć ;-)

zmowa makaronowa

Zaczynam podejrzewać jakąś makaronową zmowę. Agnieszka chwali prostotę spagetti neapoli,  Marta zajada się spagetti z pesto... a my mamy zielone penne.... które robi się krócej niż chwilę...



posiekaną szalotkę i umyty szpinak chwilę podsmarzamy na oliwie...

.... doprawiamy pieprzem i gałką muszkatałową...

... zdejmujemy z ognia....

...dodajemy gorgonzollę....

... która pięknie nam się rozpływa....

...mieszamy z makaronem i... smacznego!


PS. dłużej zajęło mi zamieszczanie tego posta, niż przygotowanie:-)

niedziela, 12 czerwca 2011

zielone świątki

- mamo, czy pamięta mama jakieś zwczaje związane z Zielonymi Świątkami?
- tak.... wykładaliśmy wejście do domu tatarakiem, mailiśmy drzwi gałązkami... i wkładaliśmy za obrazy (święte) skrzyżowane liście tataraku.... 

fot. Wikipedia


Tatarak był zawsze dla mnie tajemniczym pojęciem... sprawdziłam i okazało się, że to poczciwa "pałką". którą nie raz ścinaliśmy by zdobiła nasz dom jesienią i zimą....


sobota, 11 czerwca 2011

ciasto...

Ciasto przywiozła ciocia Ewa. Zapakowane tak, jakby powstało nie chwilę, a dekady wcześniej... stoczyłyśmy z M.I. bój o nie. Warto było nie dopuścić do jego ściągnięcia ze stołu.







Przepis... wg. cioci banalny - kruche ciasto w w środku rabarbar i brzoskwinie. Dla cioci banalny. Dla mnie nie...

zrób sobie ZEGAR

zegar z płyty winylowej


potrzebne są: płyta gramofonowa (lub jak kto woli: vinyl, czarny krążek...), mechanizm zegara (ze wskazówkami, podkładkami i nakrętką) oraz jakaś grafika mogąca pełnić funkcję cyferblatu. Mechanizm można pozyskać z jakiegoś niepotrzebnego zegara (moja próba zakoczyła się rozpadnięciem się tego chińskiego cudu techniki), lub kupić u zegarmistrza. Powinien nas zaopatrzyć również zaopatrzyć we wszystkie potrzebne podkładki i nakrętki.


Cyferblat można przygotować w jakimś programie graficznym i wydrukować. Można też nakleić cyferki z folii, narysować - jak kto woli:-)


Wszystko skręcamy, montujemy zaczep, na którym powiesimy zegar - ja wykorzystałam miejsce między  mechanizmem a płytą i z braku profesjonalnego uchwytu zrobiłam pętelkę z gumy. Wskazówki skracamy nożyczkami do porządanej długości. Możemy je też pomalować choćmy wodoodpornym markerem na wubrany kolor. Wkładamy baterię, wieszamy i cieszymy się własnoręcznie wykonanym czasomierzem.


Koszt w moim wypadku - 30 zł. (płyta, mechanizm, druk). Płytę kupiłam na Bałuckim Rynku, resztę u zegarmistrza w Blaszaku przy Zgierskiej. 

PS. Grafikę można łatwo podmienić :-)