niedziela, 1 maja 2011

alfabet rzeczy

Są rzeczy ulubione, ważne, pierwsze... 
są skojarzenia, chęci, wspomnienia.
są rzeczy przyjemne, o których marzymy, przywołujemy.
są rzeczy okropne, których nie chcemy pamiętać, 
 są te, które nie miały prawa się wydarzyć..

Mam je - jak każdy.
 I zaczynam grę. 
W alfabet rzeczy.



na papieża

"Na Papieża" zazwyczaj jeździlyśmy z tatą. Często decydując się w ostatniej chwili. Za wejściówkę służyła nam jego wielka torba ze sprzętem, którą dzielnie taszczyłyśmy dwa kroki za nim. Tata machał na bramkach akredytacjami, a my brnęłyśmy za nim jak daleko się dało. Najlepiej pamiętam Siedlce, gdzie zupełnie nikt nie pytał co ja tutaj robię i ostatecznie utkwiłam gdzieś w pasie odgradzającym sektor VIP-ów od reszty.
Z takich wyjazdów mam same dobre wspomnienia. Serdeczność fotoedytorki z Krakowskiej GW, która dała schronienie na bodaj dwie noce jakimś nieznajomym dziewczynom. Przejaśnienie w czasie innej Krakowskiej pielgrzymki, gdzie mokliśmy od rana, chory Papież nie pojawił się i dopiero na transmisję z jego pozdrowieniem wyjrzało słońce. Wrażenie było na tyle silne, że nie zatarło totalnej klęski powrotowej - 2 zepsute autokary i  nieprzyjerzdzające pociągi... Zresztą na pierwszą pielgrzymkę Benedykta też ruszyliśmy do Krakowa pociagiem, który spóźnił się chyba z pół nocy....



Ale największe wrażenie wywarł na mnie pobyt w Kalwari. Po drzemce w samochodzie media ruszyły do przodu, my utknełyśmy gdzieś wśród krętych i stromych uliczek, wśród innych pielgrzymów, który nie mieli szans dostać się do bardzo małych i nielicznych sektorów. Przygarnęli nas jacyś "tubylcy". posadzili w ogrodzie, przy stole z parasolem, wystawili przez okno telewizor, poczęstowali ciastem....
Gość w dom, Bóg w dom jak mówi przysłowie.

sobota, 30 kwietnia 2011

rolnik

Babcie w tym roku bardzo późno pojechały na wieś. Ogród warzywny wymagał natychmiastowej interwencji. Puste grządki zagospodarował z babciami J. - mały rolnik. Szczególnie spodobało mu się sadzenie ziemniaków i przekopywanie ziemi pod ogórki... 






inrewrencji wymagała też trawa :-)

piątek, 29 kwietnia 2011

stylizacja na dziś

A to, stylizacja na dziś - z okazji ślubu stulecia. Proszę zwrocić uwage na niezwykle gustowne nakrycie głowy misia.... Rogi w tle, dodają brytyjskości. Wszak nie brak takich trofeów w żadnym domu szanującej się angielskiej błękitnokrwistej (zimnokrwistej?) rodziny....

środa, 27 kwietnia 2011

ciocia ubiera

J. spał w świeta u cioci. Po niedzielnym słońcu dyngus przywitał nas chłodem. Zostawiliśmy mu tylko eleganckie ubranie letnie i wygodny poranny dresik. Z tego (+ sweterek cioci) powstał stój, z którego dumny byłby nie jeden  trendlanser. Już widzę J. przechadzającego się ulicami Nowego Jorku czy Paryża... 
ps. ciocia chętnie wystylizuje wiecej dzieci ;-)

(po) wielkanocne impresje

Po świętach zawsze zostają jakieś refleksje. Duchowe i cielesne. Tu - o tych drugich:

1. Prawdziwe, łowickie jajo poleciało do Hiszpanii - my zadowoliliśmy się "nowoczesną" formą ludowych pisanek - dzięki koszulkom z termoutwardzalnej foli w kilka sekund mamy jajo o jakim marzyły nasze babki... sama nie wiem, jak je nazwać... Były już kraszanki, wyklejanki, pisanki batikowe i wydrapywanki... a te? foliowanki?  


2. Nigdy nie wierz przepisom, w którym jest napisane "z czystym sumieniem możemy polecić - to ciasto zawsze wychodzi". Otóż: nie zawsze. Zamiast baby na wielkanocny stół mamy przepyszny keks. Dziwne ciasto... Nie wyrosło, ale też nie jest zakalcem.  Jakby drożdze wyparowały, zostawiając po sobie tylko lekki posmak.... W święta ogłosiłam więc definitywny upadek bab. Dobrze, że choć przepisy na paschę i tort makowy okazały się i tym razem "niezawodne". ps. może jednak trzeba wierzyć w przesądy prababek i drożdzucha wyrabiać w ciemnym, zacisznym i ciepłym kątku?


3. Wymarzyłam sobie na wielkanoc jaja przepiórcze. Malutkie, pięknie nakrapiane - w sam raz do naszego biało-czarnego wnętrza. Jaj nie udało mi się nabyć. Trudno. Za to u rodziny wśród ozdób świątecznych, ku mojej uciesze znalazłam to:


4. To co zwykle - już po świętach....

wtorek, 26 kwietnia 2011

Czarnobyl

25 lat temu, była tak pięk pogoda jak dzisiaj. Ludzie spędzali czas na spacerach  i zabawach na dworze. Większość - młodzi i dzieci. Nie wiedzieli, że tuż koło nich rozgrywa się akcja największego wypadku jądrowego w histori. I że za chwilę, zaczną w tym dramacie aktywnie uczestniczyć. Na lata.

zdjęcia P. z 13 listopada 2010:














ps. O Jego wizycie w Czarnobylu pisałam 15/11/2010