Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 maja 2011

Noc Muzeów

Przed nami kolejna Noc Muzeów. Mam nadzieję, że nie zdarzy się jakiś nieprzewidziany kataklizm i będziemy mogli poodwiedzać. Moje typy to - jak co roku -  MS (świętujący tym razem 80-lecie) i Fotofestiwal. Może wreszcie uda nam się wejść do wiecznie zamkniętego kościoła ewangelicko-reformowanego przy Radwańskiej. I może jeszcze do Centralnego Muzeum Włókiennictwa? Miło jest wszak pochodzić po Białej Fabryce i przyległym Skansenie. A może wreszcie Experymentarium? Albo - z gizmantyką - do Muzeum Książki ąrtystycznej na Księżym Młynie? Wprawdzie nie widziałam ich zgłoszenia na noc-muzeow.pl, ale mam nadzieję, że nie zwarzając na co roku wynoszone przez zwiedziających papiery i czcionki otworzą i tej nocy swoje podwoje rozpalając ognisko tuż przy wejściu do pofabrykanckiej willi.... A może... pójdziemy do Muzeum Przyrodniczego...


A Wy, gdzie idziecie?
        
14/15 maja od 18 do 1 w nocy.

wtorek, 3 maja 2011

Malowany ptak

Na jednym z domów Grohmana, przy ul. Tylnej powypisywane były kiedyś fragmenty z Malowanego Ptaka Jerzego Kosińskiego. Chodziliśmy je poczytać czasem przy okazji spacerów po Księżym Młynie, kiedy na uczelni mielismy czas lub niechęć do ślęczenia na nudnych zajęciach...

O Kosińskim wiem niewiele. Ale pewnie nie tylko ja. Mistrz autokreacji, ktory sam ostatecznie się w nich pogubił i rozstał gwałtownie z tym światem 20 lat temu. Pochodził z Łodzi... i tu podobno chcą go pogrzebać. Dopiero, bo od 20 lat ktoś trzyma urnę z jego prochami w domu. Przychodzisz w odwiedziny, siadasz wygodnie we wskazanym fotelu, a tu na komodzie - resztki doczesne Kosińskiego...

Kosiński robił zdjęcia. Eksperymentował z technikami, chlubił się, że tworzy własne. Jest takie fajne zdjęcie zrobione w łódzkim muzeum sztuki. Marzyła i się kiedyś refotografia.... wyszło jak zwykle - czyli nie dokładnie. Nie ten układ, nie to odejście... Ostatnio nawet brak jest rzeźby na ekspozycji...


Nic to. Pora przeczytać Good night Dżerzi Janusza Głowackiego.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Rżewski Rulz

Leniwe, senne przedpołudnie nie zachęca do spacerów, ale tym, którzy podejmą ten trud rewanżują się spokojem, jakiego nigdy indziej nie można zaznać. Tym razem  odwiedziłyśmy Aleksa Rżewskiego na jego własnym podwórku. Inni jego mieszkańcy jeszcze spali. Nie przesiadywali na ławeczce popijając piwko... można było popstrykać spokojnie.... to podwórko zawiera w sobie kwintesencje łódzkości -  cegła ze wszystkich stron, widok na dwie fabryki, komin... od frontu opuszczona kamienica, a oficyny kwitną życiem.... jedno co nobilituje to obecność muralu z byłym Prezydentem Miasta. Pewnie dla tego panuje tu niecodzienny ład i powietrze pachnie wiosną...
  ps. chętnych do pogadania z Rżewskim zapraszam na Wólczańską 61.

piątek, 1 kwietnia 2011

krzyż i młyn

Krzyż i Młyn - film Lecha Majewskiego. Dobry na wielkopostny piątek....

rzecz o obrazie Petera Breugela "Droga na Kalwarię"


i to samo oczami Majewskiego

sobota, 5 marca 2011

(nie) nasza klasa...

Ojciec-polak został z dziećmi, a ja ruszyłam na pierwszą od nie-wiem-kiedy obsługę... otwarcie "Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych"organizowanego od 17 lat przez łódzki Teatr Powszechny. W bonusie "Nasza Klasa" Słobodzianka. Temat ciężki i czarny jak smoła. Do refleksji. Warto obejrzeć. W trakcie oglądania, wszystkie własne problemy wydają się błahe...






czwartek, 3 marca 2011

chcę być nowoczesna...

Wreszcie znalazłam chwilę, żeby przejrzeć zdjęcia z piątkowej wyprawy do Warszawy na wystawę "Chcemy być nowocześni - polski dizajn 1955-1968".  Oglądam i wciąż się zachwycam....

Większość przedmiotów budzi u zwiedzających emocje - wspomnienia lub pragnienia. U mnie największe fotel 366 (ten szary) - też będziemy mieli kiedyś taki. Na razie podobny, w wersji żółto-brązowej stoi u babci P.


Przy krzesłach "muszelka" jakieś panie wspominały jak kupowały je w sklepie meblowym na Krakowskim Przedmieściu... i jak pięknie się wciąż prezentują... Swoją opowieścią zgromadziły grupę ludzi, którzy dzielnie towarzyszyli im w zwiedzaniu dalszej części wystawy...


 logo CPN - tego nie muszę nikomu tłumaczyć - piękna byłaby z  niego lampka do sypialni ;-)


suszarka - była w moim domu i w domu P...


... takie talerze ( w wrsji brązowo-złotej) u moich dziadków...


Czuliśmy się tam trochę jak w domu.

piątek, 18 lutego 2011

street-art




He shut me...

wtorek, 1 lutego 2011

budowniczy strzemiński

Łódzka sztuka przesiąknięta jest dziedzictwem Strzemińskiego i Kobro. Nic dziwnego, że co jakiś czas w muzeum sztuki (i nie tylko) organizowane są wystawy im poświęcone. Teraz w MS2 jest wystawa Powidoki życia. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki. Niby nic odkrywczego, ale... jest tam maszynopis pracy Strzemińskiego "Łódź sfunkcjonalizowana" z 1938 r, a w niej rozprawa o budowaniu miast... poniżej fragment, ktory ku zgorszeniu pań pilnujacych wywolal u mnie salwę śmiechu....

A cóż dopiero można powiedzieć o współczesnych normach zadrzewiania miast, gdy na 1000 mieszkańców przypada od 3 do 20 drzew / Łódź 6 z ułamkiem, tzn, że gdyby wszyscy mieszkańcy naraz zechcieli "korzystać" z natury, wówczas dookoła każdego swego opłakanego drzewa zgromadziłby się tłum ponad 150 osób.

a propos... taką wille zaprojektował Strzemiński zaprojektował w 1930 r. dla Juliana Przybosia....

całkiem nowoczesna bryła, prawda? Zamieniłabym tylko te kolory neoplastyczne na neuralne szarości... i mogłabym w niej na jakiś czas zamieszać.

piątek, 28 stycznia 2011

chwila wolności = łyk kultury

Dlaczego mamo nie wychodzisz z domu? - J. pokasłując spytał z rozbrajającym uśmiechem - czy dla tego, że jesteś z nami uwięziona?....

Dziś, dzięki P.,  zostałam na kilka godzin uwolniona... Zabawne, dostajesz trzy godziny wolności i nie wiesz, co masz robić. Zupełnie brak ci pomysłów.  A rezolutny trzylatek widząc twą zasępioną minę rzuca "Jedź do sklepu, kup sobie coś... kup sałatę" ;-)


Sałata na szczęście okazała się łykiem kultury:-) Pierwsza myśl - film. Potem dawka świeżego powietrza i nie masz już ochoty na zaduch sali kinowej.  Odwracasz się na pięcie tuż przed drzwiami kina.... Przemknęłam więc przez MS2, zupełnie zaskoczona swoją w nim bytnością, niezmiennie uśmiechając się do ulubionych eksponatów i przeklinając w duszy tajemnicze zniknięcie niektórych (np, czegoś co nazywam "ziemniaczkami", czyli prostokątnej instalacji zlożonej z równo ułożonych w rzędach różnokolorowych porcelanowych tworów ziemniakopodobnych - zdjecie tu). Przemknęłam z góry  na dół, walcząc z pozostałym do zamknięcia czasem. Zdążyłam. Było S U P E R.