Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 sierpnia 2011

kuchnia

z myślą o Agnieszce
kuchnia z Muzeum Wsi Mazurskiej w Owczarni
warto odwiedzić
choćby i dla t e j kuchni


wtorek, 9 sierpnia 2011

pomidor



- co to?
- pomidor
- ammm!


Przerobiliśmy już jakieś 25 kg. Słoiki ukryliśmy na zimę.
W większości pomidory pocięte - na sos, do pizzy czy gęstą zupę.
Jeszcze zobimy sok, i pieczone, i przecier...
Ach, te pomidory.
Nie lubię robić przetworów, ale:
chęć posiadania własnych, pachnących latem "pomidorów" w niepomidorowy czas
przewyższa moją niechęć.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

bliny - tym razem gryczane


Z podróży P. przywozi wrażenia kulinarne i torbę lokalnych smakołyków. Wrażenia są tym cenniejsze, że w domu nigdy nie spróbowałby części rzeczy, którymi zajada się za granicą. Do takich ewenementów można zaliczyć m.in. gęstą śmietanę podawaną na Litwie do tłustych potraw z ziemniaków czy wódkę pitą pod surowe jajko na Białorusi.

Tym razem P. przywiózł m.in. białoruską śmiatanę. Niby nic - tylko 20 %, a jednak... smak, konsystencja... Prosiła się o dobrą oprawę więc wreszcie odkopałam przepis na bliny z mąki gryczanej - grube i na drożdżach. Zupełnie inne od tych, na które Tomasz przywiózł przepis z Rosji...

generalnie od kilku dni jadamy "po białorusku" - ciemny chleb, tłusta kiełbasa, salami i kwas chlebowy....

piątek, 24 czerwca 2011

muffiny z owocami

Muffiny są puszne i robi się je szybko. Im bardziej niedbale, tym lepiej. Sekretem jest ciasto - w jednej misce miesza się składniki suche, w drugiej mokre. Potem wszystko razem - jakby nie do końca, tak by ciasto pozostało grudkowate.... Muffiny robię z owocami jakie akurat mam pod ręką.  Lubię z gruszkami albo czarną porzeczką. Te z nektarynkami, gruszką i suszonymi morelami smakowały bardzo cioci Ewie. Na jej prośbę podaję przepis.


suche składniki:
40 dag mąki
10 dag cukru
2,5 łyżki sody
1 łyżka cynamonu
szczypta soli
40 - 50 dag owoców


składniki mokre:
10 dag roztopionego masła
2 jaja
1,5 szklanki mleka

Mieszamy osobno suche i mokre, potem łączymy chwilę mieszając. Nakładamy do malutkich foremek (ja uwielbiam silikonowe, których nie trzeba smarwać a ciasto wypada po upieczeniu samo). Pieczemy 30 min w piekarniku rozgrzanym do 210 ˚C. 

ps. do składników suchych można dorzucić np. płatki migdałowe, suszoną żurawiną albo płatki owsiane czy kawałki czekolady...
ps2. nie mam wagi, więc wszystko robię trochę "na oko", przyjmując, że 1 szklanka = 12 dkg.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Bób!

- po ile bober? 
- dobry bobek na smrodek!
- poproszę kilo bobu...

zewsząd na rynku dolatują do mnie mniej lub bardziej poprawne językowo i estetycznie teksty dotyczące bobu. Skusiłam się więc i przytaszczyłam trochę do domu. Bez specjalnego pomysłu. Mógł być dodatkiem do ziemniaków z patelni z rozmarynem, składnikiem bobowo-pomidorowej sałatki... ale wygrał bardzo prosty pomysł baskijski na "Havas a la Vitoriana" - przepis z Vitori-Gasteiz. Z hiszpańską szynką - jamón. Naszą ulubioną.


Składniki: 2 kg bobu niełuskanego (co daje około 1 kg bobu łuskanego), 120 gram jamón serrano, 60 gram boczku, oliwa, sól i woda.

Przygotowanie: Bób zalewamy wodą (tak, żeby był przykryty), dodajemy szczyptę soli i gotujemy na średnim ogniu 30-40 min. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmarzamy jamón i boczek. Dodajemy do bobu i gotujemy razem jeszcze 5 minut. 

Myślę, że nie koniecznie musi być jamón... jest teraz w sklepach cała masa podobnych, dojrzewających produktów - prosciutto, szynka parmeńska czy szwarcwaldzka... 

piątek, 17 czerwca 2011

bliny

Nareszcie! Tomasz uraczył nas blinami. Takimi, jakie jadał w Petersburgu. Blinami, które skrajnie odbiegają od mojego wcześniejszego wyobrażenia o tym rosyjskim specjale. Bliny są cieniutkie, niemal przezroczyste, je się je nie z kawiorem, ale z mięsem albo... z gęstą śmietaną i cukrem. W składzie nie ma drożdzy ani mąki gryczanej... Takie nieco inne naleśniki.


podobno - ile kucharzy, tyle przepisów...  

Bliny Tomasza: 
200 gram mąki pszennej, 0,5 litra mleka, 2 jajka, sól, cukier, soda i olej. Mieszamy. Wylewamy jak najcieńszą warstwę na rozgrzaną patelnię, lekko zroszoną tłuszczem. Smarzymy na największym ogniu, szybko przerzucając. Upieczone smarujemy masłem, żeby się nie sklejały. Podajemy z gęstą śmietaną i cukrem. 

PS. Przy blinach podziwialiśmy ciepłą jeszcze magisterkę Tomasza - o Petersburgu. Ale, żeby nie było zbyt Rosyjsko, popijaliśmy wybornym, baskijskim winem - txakoli.

środa, 15 czerwca 2011

zmowa makaronowa

Zaczynam podejrzewać jakąś makaronową zmowę. Agnieszka chwali prostotę spagetti neapoli,  Marta zajada się spagetti z pesto... a my mamy zielone penne.... które robi się krócej niż chwilę...



posiekaną szalotkę i umyty szpinak chwilę podsmarzamy na oliwie...

.... doprawiamy pieprzem i gałką muszkatałową...

... zdejmujemy z ognia....

...dodajemy gorgonzollę....

... która pięknie nam się rozpływa....

...mieszamy z makaronem i... smacznego!


PS. dłużej zajęło mi zamieszczanie tego posta, niż przygotowanie:-)

sobota, 11 czerwca 2011

ciasto...

Ciasto przywiozła ciocia Ewa. Zapakowane tak, jakby powstało nie chwilę, a dekady wcześniej... stoczyłyśmy z M.I. bój o nie. Warto było nie dopuścić do jego ściągnięcia ze stołu.







Przepis... wg. cioci banalny - kruche ciasto w w środku rabarbar i brzoskwinie. Dla cioci banalny. Dla mnie nie...

piątek, 10 czerwca 2011

ryba we młynie


Dziś piątek, więc znów o rybie. Tym razem smarzalnia ryb we Fryszerce pod Inowłodzem. W dawnym drewnianym młynie wodnym. Można dobrze zjeść, obejrzeć mechanizm młyna i kupić ryby "na wynos".... Warto przyjechać. My byliśmy przy okazji wyprawy na żubry... 

czwartek, 12 maja 2011

makaron ze śmierdzielem

Jamie Olivier zbobył moje uznanie programem "Food Revolution", w którym walczył z beznadziejną amerykańską kulturą żywieniową, opartą na wysoko przetworzonej żywności. Pokazał dzieci, które na śniadanie pałaszują pizzę i mają dramatyczne problemy z nazwaniem podstawowych warzyw. 
Kiedy więc stanęłam przed półką pełną jego książek, wprost nie mogłam się oprzeć. Wybrałam "Ministry of Food" ze wzgledu na layout, proste dwudziestominutowe posiłki, a przede wszystkim na przepis na makaron z camembertem i szpinakiem. Cudowna recepta przedstawiona na obrazkach. Jak ci się nie chce, nie musisz nawet zaglądać do tekstu...


Wykonanie bajecznie proste: camembert z oliwą, czosnkiem, rozmarynem i pieprzem zapiekamy w temp 200 ˚C przez 35 min. Makaron gotujemy i mieszamy ze zblanszowanym szpinakiem i parmezanem. Polewamy cudownie roztopionym serem i voilá!
Tak przygotowany ser jest też świetny do bagietki czy warzyw. Jamie poleca Le Rustique - cudownego i bardzo mocnego śmierdziela. Ja wybrałam łagodniejszy - ale nie pozbawiony walorów zapachowych - Camembert de Pays. W obydwu tych serach fajne jest to, że można zapiec je w ich drewnianych opakowaniach. 
         
ps. Uwielbiam camembert. Im bardziej śmierdzący tym lepiej. Najlepszy jest taki, który nawet w środku zimy potrafi sprawić, że po 5 minutowej podróży w bagażniku całe auto pachnie nim, a lodówki bezpieczniej po prostu nie owierać.

Pfefferschnitzel - sznycel z pieprzem

Pomysł na sznycel z pieprzem P. przywiózł z Niemiec. Postanowiliśmy odtworzyć go w naszej kuchni, dysponując tylko ogólnymi wyznacznikami: mięso + pieprz + ziemniaki. Na pierwszy ogień poszła niewymagająca szynka. Nastepnym razem spróbujemy z czymś cięższym - np. polendwicą.


Sznycel wymaga na prawdę krótkiego smarzenia - po 3 minuty z każdej strony. Rzucamy kotlety na rozgrzaną patelnią polaną oliwą i obsypaną bardzo grubo rozdrobnionym pieprzem. Solimy tuż przed podaniem. Do tego sałatka i pieczone młode ziemniaki w mundurkach (w wersji oryginalnej z creme fraiche)  z serkiem kremowym. Smacznego!

środa, 27 kwietnia 2011

(po) wielkanocne impresje

Po świętach zawsze zostają jakieś refleksje. Duchowe i cielesne. Tu - o tych drugich:

1. Prawdziwe, łowickie jajo poleciało do Hiszpanii - my zadowoliliśmy się "nowoczesną" formą ludowych pisanek - dzięki koszulkom z termoutwardzalnej foli w kilka sekund mamy jajo o jakim marzyły nasze babki... sama nie wiem, jak je nazwać... Były już kraszanki, wyklejanki, pisanki batikowe i wydrapywanki... a te? foliowanki?  


2. Nigdy nie wierz przepisom, w którym jest napisane "z czystym sumieniem możemy polecić - to ciasto zawsze wychodzi". Otóż: nie zawsze. Zamiast baby na wielkanocny stół mamy przepyszny keks. Dziwne ciasto... Nie wyrosło, ale też nie jest zakalcem.  Jakby drożdze wyparowały, zostawiając po sobie tylko lekki posmak.... W święta ogłosiłam więc definitywny upadek bab. Dobrze, że choć przepisy na paschę i tort makowy okazały się i tym razem "niezawodne". ps. może jednak trzeba wierzyć w przesądy prababek i drożdzucha wyrabiać w ciemnym, zacisznym i ciepłym kątku?


3. Wymarzyłam sobie na wielkanoc jaja przepiórcze. Malutkie, pięknie nakrapiane - w sam raz do naszego biało-czarnego wnętrza. Jaj nie udało mi się nabyć. Trudno. Za to u rodziny wśród ozdób świątecznych, ku mojej uciesze znalazłam to:


4. To co zwykle - już po świętach....

czwartek, 21 kwietnia 2011

miód


Miód zawsze był w domu. Zawsze podarowany. Bo zawsze w rodzinie ktoś miał ule. Tak było kiedyś.  Dziś też jemy najczęściej miód podarowany - ale już nie polski, ale 'prawdziwy niemiecki" od pana Eberharda. Głównie wielokwiatowy, słonecznikowy lub rzepakowy. Więc ilekroś mam ochotę na coś "ostrzejszego" wybieram się na rynek po polski miód grzyczany lub spadziowy (mój ulubiony). A dla maluchów - malinowy lub wrzosowy... 

Kiedyś (raz jeden) wybierałam miód - pod czujnym okiem wprawnego pszczelarza (rodzinnego :-))







ps. koleżanka powiedziała mi dzisiaj, że marzy jej się warzywniak - taki ekologiczny, przydomowy. Ja chciałabym mieć kiedyś pasiekę. Być może pewnwgo dnia do tego dorosnę...

sobota, 16 kwietnia 2011

przyjemność...

Wprawiam się. A może A. "zatrudni" mnie jako nadwornego fotografa jej potraw... na razie moje dzieło. Śniadanie sobotnie.... dla leniwych.


 Receptą jest równanie:

Jabłka + żurawina + paczka świeżego ciasta francuskiego = przyjemność

piątek, 15 kwietnia 2011

makrela





Jeśli to piątek, to musi być ryba. Tak było kiedyś, dziś świat się zmienił, ale gust pozostał. Rybę po prostu m u s z ę zjeść choć raz w tygodniu. Tym razem wybór padł na gatunek, który dotychczas jednoznacznie kojarzył mi się z podawą na zimno, wędzoną rybą....

To był zakup spontaniczny - świeża, surowa, w sam raz do smarzenia. Wzięłam przykład z dziarskiego siedemdziesięciolatka, który zachwalał jej walory. et - myślę - pan doświadczony to się zna. Sprzedawca dorzucił od siebie, że to ryba specyficzna... i prawie mu uwierzyłam...

Makrelę smarzy się zwyczajnie - jak śledzie. Z pieprzem i solą. Potem obficie polewa cytryną. I  n i e podaje od razu. Trzeba poczekać. Gorąca jest rzeczywiście specyficzna. Lepiej ją jeść kiedy nieco  ostygnie.

ps. prawda, że fotogeniczna?

wtorek, 12 kwietnia 2011

czasem (vinho verde)


czasem....
czasem mamy ochotę na grzanki - z oliwą, ziołami i solą
do tego koniecznie oliwki,
ser, czasem jamón, łosoś, suszone pomidory...
a kiedy śpią nasi podopieczni - wino
najlepiej VINHO VERDE
młode, portugalskie, lekko musujące. można pić wiadrami. 

sobota, 9 kwietnia 2011

tort

pierwsze urodziny, pierwszy tort, pierwsi goście.... magia rzeczy pierwszych.
pierwszy tort M. upiekłam sama. J dostał pieczony na zamówienie z marcepanowymi figurkami zwierzątek. M za to miała tort - konika obsypany migdałami.


recepturę podesłała mi AGNIESZKA - bazą jest bardzo przepis z blogu MOJE WYPIEKI, przyprawiony uwagami A. i moimi*. kształt konika powstał dzieki foremkom DRÖMMAR z IKEA. Jedyna trudność polega na... ubiciu 10 jaj - nie używam mikserów. całe szczęście moja niemal 100 letnia makurta i wprawne ramię nie zawodzi ;-)


                    
* nie wiem, czy mogę zdradzac sekrety kulinarne A., ale z co do moich uwag to proponuję znacznie mniej cukru - łącznie 40 dag,  dzem porzeczkowy zamiast morelowego - pewnie nie zaszkodziły by powidła - i kubertura nie z czekolady i cukru, ale czekolady (moze być np. z pomarańczą) i śmietany. I oczywiście prażone płatki  migdałowe do posypania :-)

poniedziałek, 21 marca 2011

lasagna


na lasagne ochotę miałam od dawna, ale nie miałam w czym jej przygotować... Wreszcie znalazłam naczynie idealne - piękne, białe nie za duże, ze świetnie wyprofilowanymi uszami.... i w dodatku p o r t u g a l s k i e.  szczerze - o zakupie przesądziła mała naklejka z gallo de barcelos i napisem handmade in Portugal. Kto jak kto, ale portugalczycy znają sie na ceramice...

świetne naczynie, a lasagna? Wyszła idealnie;-)

czwartek, 3 marca 2011

pączki

Sponsorem tegorocznego Tłustego Czwartku jest P. Zjawił się dziś koło 11, uśmiechnięty z paczuszką pięknie zapakowanych, pachnących i cudownie smacznych pączków z cukierni na rogu Julianowskiej i Zgierskiej... 


... objadanie się tak przysznymi pączkami nie budzi nawet cienia wyrzutów sumienia.

czwartek, 24 lutego 2011

historie kuchenne 1


nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem?