piątek, 17 czerwca 2011

bliny

Nareszcie! Tomasz uraczył nas blinami. Takimi, jakie jadał w Petersburgu. Blinami, które skrajnie odbiegają od mojego wcześniejszego wyobrażenia o tym rosyjskim specjale. Bliny są cieniutkie, niemal przezroczyste, je się je nie z kawiorem, ale z mięsem albo... z gęstą śmietaną i cukrem. W składzie nie ma drożdzy ani mąki gryczanej... Takie nieco inne naleśniki.


podobno - ile kucharzy, tyle przepisów...  

Bliny Tomasza: 
200 gram mąki pszennej, 0,5 litra mleka, 2 jajka, sól, cukier, soda i olej. Mieszamy. Wylewamy jak najcieńszą warstwę na rozgrzaną patelnię, lekko zroszoną tłuszczem. Smarzymy na największym ogniu, szybko przerzucając. Upieczone smarujemy masłem, żeby się nie sklejały. Podajemy z gęstą śmietaną i cukrem. 

PS. Przy blinach podziwialiśmy ciepłą jeszcze magisterkę Tomasza - o Petersburgu. Ale, żeby nie było zbyt Rosyjsko, popijaliśmy wybornym, baskijskim winem - txakoli.

czwartek, 16 czerwca 2011

bez księżyca

- chm... jak cudownie NIE MA KSIĘŻYCA, może dla tego, że SĄ CHMURY - sarkastycznie stwierdził P.
Od 21. nerwowo wyglądałam za okno sprawdzając, czy różowe chmury odsłoniły niebo. Ostatecznie odpuściły już po północy. Po widowisku. A miało być tak pięknie. Do kompletu ze styczniowym zaćmieniem Słońca i kwietniowym Superksieżycem miało być całkowite zaćmienie Księżyca...
22:34
23:38
24:10
24:13

środa, 15 czerwca 2011

piłkarski wieczór

Pojechaliśmy z Tatą na piłkę. Tata grał, my kibicowaliśmy, graliśmy w kapsle, kolegowaliśmy się ze starszymi dziewczynkami i nosiliśmy wodę. Na początku było strasznie - walka, zgrzyty i burczące brzuszki. Ale po osfojeniu terenu stwierdzamy - przyjedziemy tu jeszcze z Tatą.








 
było bardzo demokratycznie. Panowie grali z uczniakami na Orliku. Gole strzelali równo. Przynajmniej chciałabym w to wierzyć ;-)

zmowa makaronowa

Zaczynam podejrzewać jakąś makaronową zmowę. Agnieszka chwali prostotę spagetti neapoli,  Marta zajada się spagetti z pesto... a my mamy zielone penne.... które robi się krócej niż chwilę...



posiekaną szalotkę i umyty szpinak chwilę podsmarzamy na oliwie...

.... doprawiamy pieprzem i gałką muszkatałową...

... zdejmujemy z ognia....

...dodajemy gorgonzollę....

... która pięknie nam się rozpływa....

...mieszamy z makaronem i... smacznego!


PS. dłużej zajęło mi zamieszczanie tego posta, niż przygotowanie:-)

niedziela, 12 czerwca 2011

zielone świątki

- mamo, czy pamięta mama jakieś zwczaje związane z Zielonymi Świątkami?
- tak.... wykładaliśmy wejście do domu tatarakiem, mailiśmy drzwi gałązkami... i wkładaliśmy za obrazy (święte) skrzyżowane liście tataraku.... 

fot. Wikipedia


Tatarak był zawsze dla mnie tajemniczym pojęciem... sprawdziłam i okazało się, że to poczciwa "pałką". którą nie raz ścinaliśmy by zdobiła nasz dom jesienią i zimą....


sobota, 11 czerwca 2011

ciasto...

Ciasto przywiozła ciocia Ewa. Zapakowane tak, jakby powstało nie chwilę, a dekady wcześniej... stoczyłyśmy z M.I. bój o nie. Warto było nie dopuścić do jego ściągnięcia ze stołu.







Przepis... wg. cioci banalny - kruche ciasto w w środku rabarbar i brzoskwinie. Dla cioci banalny. Dla mnie nie...

zrób sobie ZEGAR

zegar z płyty winylowej


potrzebne są: płyta gramofonowa (lub jak kto woli: vinyl, czarny krążek...), mechanizm zegara (ze wskazówkami, podkładkami i nakrętką) oraz jakaś grafika mogąca pełnić funkcję cyferblatu. Mechanizm można pozyskać z jakiegoś niepotrzebnego zegara (moja próba zakoczyła się rozpadnięciem się tego chińskiego cudu techniki), lub kupić u zegarmistrza. Powinien nas zaopatrzyć również zaopatrzyć we wszystkie potrzebne podkładki i nakrętki.


Cyferblat można przygotować w jakimś programie graficznym i wydrukować. Można też nakleić cyferki z folii, narysować - jak kto woli:-)


Wszystko skręcamy, montujemy zaczep, na którym powiesimy zegar - ja wykorzystałam miejsce między  mechanizmem a płytą i z braku profesjonalnego uchwytu zrobiłam pętelkę z gumy. Wskazówki skracamy nożyczkami do porządanej długości. Możemy je też pomalować choćmy wodoodpornym markerem na wubrany kolor. Wkładamy baterię, wieszamy i cieszymy się własnoręcznie wykonanym czasomierzem.


Koszt w moim wypadku - 30 zł. (płyta, mechanizm, druk). Płytę kupiłam na Bałuckim Rynku, resztę u zegarmistrza w Blaszaku przy Zgierskiej. 

PS. Grafikę można łatwo podmienić :-)